wtorek, 29 listopada 2016

Pierwsze, świąteczne DIY

Hejka! Już za dwa dni grudzień, co oznacza, że Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. Dlatego też przychodzę do was dzisiaj z pierwszą partią świątecznych DIY. Mam nadzieję, że wam się spodobają i sami je wypróbujecie, a może zainspirują was do stworzenia czegoś naprawdę fajnego, co sprawi przyjemność nie tylko wam, ale także waszym bliskim :)

COOKIES IN A JAR

To DIY jest według mnie idealnym prezentem dla waszych bliskich, którzy interesują się gotowaniem, ale też dla tych, którym idzie to trochę gorzej i chcielibyście zachęcić do rozwijania swoich umiejętności. Taka gotowa mieszanka na świąteczne ciasteczka, ułatwi im prace, a jeśli zabierzecie się do gotowania razem - na pewno miło spędzicie czas! 
Do przygotowania takiej mieszanki będziecie potrzebować:
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki cukru białego
1/2 brązowego cukru 
2 szklanki płatków czekoladowych lub kakao (zamiast płatków można dać np. mix bakalii bądź kokos, migdały)
Składniki układamy warstwami do naszego słoiczka i gotowe!
Do prezentu warto dołączyć bilecik z resztą przepisu, który brzmi tak:
Mieszankę wsyp to dużej miski. W osobnej misce połącz 3/4 szklanki roztopionego masła, 1-2 jajka i łyżkę ekstraktu z wanilii. Wszystko ubij aż stanie się kremową masą. Dodaj do suchych składników. Ciastka nakładaj na blachę, wyłożoną papierem do pieczenia, łyżką formując kulki. Piecz w 190 stopniach przez 10-15 minut. SMACZNEGO!

                       

                                                                 HOLLY LIGHTS
Kolejne DIY to bardzo prosta rzecz, która nie zajmie wam więcej niż 5 minut! Jest to śliczna ozdoba pokoju, która wprowadza naprawdę świąteczny nastrój. Lampki kupiłam na allegro za niecałe 20zł a "wstążkę" o wyglądzie ostrokrzewu w sklepie Tiger za 6zł. Ostrokrzew naplotłam na lampki a następnie powiesiłam je u siebie nad biurkiem, chociaż sprawdziłyby się też np. nad łóżkiem. Niecałe 30zł a wasz pokój nabiera magicznej atmosfery!

                         

                                       

sobota, 26 listopada 2016

Bastille 24/11/16

Hej! Witam was w moim pierwszym poście na blogu. Dzisiaj jeszcze bez żadnego DIY, ale za to z relacją z koncertu Bastille, który odbył się w zeszły czwartek, w hali Torwar, w Warszawie. Bastille słucham już od 4 lat a jeszcze nigdy nie miałam możliwości zobaczenia ich na żywo, więc bez zbędnego namysłu kupiłam bilet. Podróż przebiegła nam bardzo spokojnie, z mojego rodzinnego miasta Rybnika wyjechałyśmy busem ok. 9, żeby w Katowicach przesiąść się do pociągu. Wybrałyśmy pendolino - cena różniła się tylko o 5 zł w porównaniu do normalnego pociągu, a Warszawie zamiast po 4,5, byłyśmy już po 3 godzinach. Zameldowałyśmy się w pokoju i ruszyłyśmy na miasto. Niestety cała Warszawa pokryta była gęstą mgłą, a bardzo mroźna aura zmusiła nas do spędzenia tego czasu w Złotych Tarasach.

Pod torwar pojechałyśmy dopiero o 18, czyli o godzinie otwarcia bram, bo wyjątkowo nie chciało nam się pchać i walczyć o dobre miejsca, jak to już na koncertach bywa. Jednak los się do nas uśmiechnął, ponieważ dzięki źle ustawionej kolejce, stanęłyśmy z boku i weszłyśmy jako jedne z pierwszych. Załapałyśmy się na naprawdę świetne miejscówki. Nasz sektor bawił sie według mnie najlepiej, miałyśmy super towarzystwo i koncert minął nam jak w mgnieniu oka. Dan, główny wokalista, czuł się w Polsce widocznie bardzo dobrze, bo podczas piosenek chodził między tłumem, a raz śpiewał na podeście tuż nad naszymi głowami!

Po koncercie zmęczone, ale szczęśliwe wróciłyśmy do hotelu. Spałyśmy w Hotelu IBIS - 5 metrów od torwaru, dobra cena, bardzo ładny, 5 piętrowy hotel z wifi, łazienką, tv, klimatyzacją i co najważniejsze, pysznymi śniadaniami! Jeśli kiedyś będziecie wybierali się na jakiś koncert w Warszawie, serdecznie go wam polecam. W piątek, wymeldowałyśmy się i pojechałyśmy na miasto. Do pociągu miałyśmy 3 godziny, więc z okazji Black Friday pochodziłyśmy troche po sklepach. Tłumy ludzi nas jednak przeraziły i udałyśmy się pod studio Dzień Dobry TVN, z nadzieją spotkania Damiana Kordasa (zwycięscy Masterchefa) - tak się jednak nie stało :( O 13 wsiadłyśmy do pociągu i ruszyłyśmy w stronę domu. Podróż zleciała nam szybko, głównie na czytaniu "Przedwiośnia" (lektury też mogą być fajne!) i o 17 byłam już w Rybniku. Bawiłam się naprawdę świetnie, ale teraz niestety powrót do szarej rzeczywistości. A wy lubicie koncerty? Na jaki najchętniej byście się przejechali?